środa, 27 sierpnia 2014

Jesień wisi w powietrzu

          Hej hej! Jak tam mija wam koniec wakacji? Przyznam szczerze, że pogoda w tym roku zaskoczyła chyba wszystkich. Coś czuję, że jesień zawita u nas wyjątkowo wcześnie. 
          Dziś byłam na łące na moim domem, porobić z moją siostrą kilka zdjęć. Odkąd odnalazłam mój adapter odwrotnego mocowania, moją miłością stało się makro.
          Jak zwykle podczas robienia zdjęć na łące towarzyszyła nam dwunastoletnia suczka, Kora.





         Cieszy mnie, że moja siostra ma w sobie pasję do robienia zdjęć. Uwielbiam gdy mogę oddać jej aparat i mimo, że zdjęcia z odwrotnym mocowaniem jeszcze nie do końca jej wychodzą, to jestem z niej strasznie dumna. Jest bardzo wytrwała i uparta! :)  Łapcie trochę zdjęć :)



















Kiedy wróciłyśmy, znalazłyśmy jeszcze chwilę czasu dla części naszych zwierzaków. Nasz kot tak się ucieszył na nasz widok, że postanowił zrobić sztuczkę której go nauczyłyśmy! Niestety, wykonuje ją tylko gdy ma dobry humor i nie jest rozpraszany żadnymi zabawkami.











           Kiedy spacerowałyśmy, czuć już było w powietrzu ten specyficzny chłód, gdy lato przemienia się w jesień. Dlatego wieczory spędzamy zazwyczaj grzejąc się w łóżkach. Następny post postaram się zrobić w przyszłym tygodniu i prawdopodobnie będzie to roomtour. Do napisania!





wtorek, 19 sierpnia 2014

Tutorial: Krzywe w Photoshop

Dziś notka o tym, jak używać krzywych w Photoshopie. A raczej, jak ja to robię :)

Program, na którym zazwyczaj przerabiam zdjęcia, to Photoshop CC 2014. Możemy pobrać go ze strony adobe.com/pl. Pierwszy miesiąc użytkowania jest absolutnie za darmo.

Postaram się wytłumaczyć jak używam krzywych w prosty sposób, dosłownie na 'chłopski rozum', więc wybaczcie za brak specjalistycznych określeń.


1. Po pierwsze, otwieramy nasze zdjęcie. W tym celu klikamy skrót klawiszowy cltr+o i wybieramy zdjęcie z dowolnego katalogu.





 2. Aby uruchomić krzywe, używamy skrótu klawiszowego cltr+m, lub odnajdujemy krzywe w dopasowaniach, tutaj akurat po mojej prawej stronie. 



3. Przyglądamy się naszemu wykresowi. Widzimy, że prawy dolny oraz lewy górny róg mają kolor biały, a dolne lewy i prawy - czarne. Tam, gdzie widzimy biały kolor, wykres odpowiada za najjaśniejsze obszary zdjęcia, tam, gdzie jest czarny, za najciemniejsze. 



Przesuwając  kwadracik w lewym, dolnym rogu nieco w prawo, widzimy, że zdjęcie nabrało trochę kontrastu, a ciemniejsze obszary zdjęcia stały się jeszcze bardziej ciemne.
  

4. Złapmy teraz krzywą i przesuńmy na środku w górę. Widzimy, że całe zdjęcie stało się jasne i rozświetlone. Uważajmy, żeby nie przesadzić. Jeżeli pociągniemy środką część krzywych w dół, sprawimy, że zdjęcie będzie przygaszone.



5. W tym momencie jak dla mnie, zdjęcie ma wystarczające kontrast i jasność. Oczywiście, wy możecie się bawić w ten sposób do woli. 

Jeszcze raz klikamy na ikonkę krzywych (tworzy się nam nowa warstwa) i zmieniamy tryb z RBG na niebieski. Warto wcześniej zapoznać się, jak działają poszczególne kolory trybu RBG.





 6. Bawimy się krzywą aż do uzyskania zadowalającego nas efektu. Moja krzywa wygląda tak:





7. W ten sam sposób możemy pobawić się jeszcze kolorami zielonym oraz czerwonym. Ja na razie nie odczuwam takiej potrzeby.
Zdjęcie przed i po użyciu krzywych: 







Na koniec trochę koloru selektywnego i trochę innych bajerów i moje gotowe zdjęcie prezentuje się  tak:




Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę wyjaśnić wam, jak działają krzywe. Mnie na początku one mega przerażały i w ogóle ich nie używałam. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich życia :)

czwartek, 7 sierpnia 2014

FAQ, czyli najszczęściej zadawane pytania i odpowiedzi.

   Hej hej! Dziś przychodzę do Was z szybką notką z najczęściej zadawanymi pytaniami oraz odpowiedziami do nich. Pewnie z czasem, gdy coś jeszcze przyjdzie mi do głowy, pojawią się tu jakieś dopiski :)


1. Jak masz na imię i ile masz lat?
Mam na imię Ola i 20 lat.

2. Gdzie mieszkasz?

Mieszkam w Dębicy na podkarpaciu.



3. Jak zaczęła się twoja przygoda z fotografią?
Po prostu lubiłam robić zdjęcia, od zawsze. W wieku 15 lat założyłam photobloga którego prowadziłam przez kolejne 3 lata. Najpierw były to po prostu zwykłe wpisy ze zdjęciami wykonanymi telefonem komórkowym, potem aparatem cyfrowym, a potem, coraz rzadziej, lustrzanką. Na szczęście niedawno wróciłam do społeczności photobloga.
Pierwszą lustrzankę kupiłam sobie sama, na pocieszenie w trudnym okresie mojego życia, chciałam sprawić sobie coś, co odciągnie mnie od przykrych myśli. Udało się chyba aż za bardzo ;) Od tamtej pory nie wyobrażam sobie, bym mogła nie fotografować.

4. Jak można się z Tobą umówić na zdjęcia?
Można napisać na sloikxnutelli@gmail.com, fotodeser@gmail.com  lub fanpage na facebooku.

5. Jakim sprzętem fotografujesz?

Zdjęcia robię aparatami Canon 500D, Canon 5D MK III. Używam obiektywów Canon 50mm 1.4, Canon 85mm 1.8 oraz Canon 20mm 2.8, czasem sięgam też po lampę Canon Speedlite 430ex.

 6. Ile bierzesz za sesję?
Tutaj również odsyłam do wiadomości prywatnej :)

7. Jak wygląda sesja?
Umawiamy się najpierw poprzez wiadomości w danym miejscu, o danym czasie. Spotykamy się, po czym jedziemy na miejsce sesji wspólnie. Bez obaw, posiadam prawo jazdy oraz samochód. Sesję robi się w miłej, luźnej atmosferze, bez zbędnego napięcia i wymuszania czegokolwiek. Po sesji otrzymuje się ok. 20 zdjęć po obróbce.

8. Mam nikłe pojęcie o pozowaniu. Czy pomagasz ustawić się na zdjęciach?

Oczywiście że tak :)

9. Chciałabym przyjść na sesję, ale nie umiem pozować i nie mam doświadczenia. Co zrobić?
Tak naprawdę 90% osób które stają przed moim obiektywem nie umie pozować i nie ma doświadczenia. To, że chcesz mieć kilka ładnych zdjęć jako pamiątkę, nie oznacza, że musisz od razu wcielać się w rolę fotomodelki. Podczas sesji pomagam się ustawić, doradzam co wygląda dobrze, a co nie.

10. W jakim programie obrabiasz zdjęcia?

Aktualnie używam Photoshopa CC, oraz Photoscape do szybkiego zmniejszania i łączenia zdjęć.

11. Skąd pobrałaś Photoshopa?

Ze strony adobe.com/pl

12. Co lubisz robić oprócz fotografowania?
Uwielbiam podróżować, chodzić na koncerty, interesuję się też modą oraz wizażem.










To tyle na dziś :) Dajcie znać w komentarzach o czym chcielibyście poczytać w kolejnej notce! :)

sobota, 26 lipca 2014

Pyszne naleśniki fit



Dziś przychodzę do was z mega krótkim i szybkim postem. Stwierdziłam, że to bezsens czekać, aż uzbiera mi się więcej pyszności, bo przyznaję się bez bicia, że ostatnio niewiele gotuję. Ale kiedy już to robię - najczęściej są to te naleśniki! :) 


Składniki:
-trzy garście płatków owsianych
-jajko
-szklanka mleka
-dodatki



Płatki owsiane blendujemy na drobno, mają przypominać mąkę. Dodajemy jajko, mieszamy, dodajemy mleko, znów mieszamy. Wykładamy na patelnię z rozgrzaną oliwą z oliwek jako małe naleśniczki lub duże,to już zależy od nas. Pamiętajcie, że ciasto ma być rozłożone na patelni równomierną warstwą.
 Ja najbardziej lubię je z dżemem truskawkowym albo musem malinowym, są naprawdę przepyszne!
To już wszystko na dziś, ale spodziewajcie się mnie niedługo :) Dajcie znać w komentarzach, o czym chcielibyście przeczytać w kolejnych notkach :)

 





wtorek, 22 lipca 2014

Malta 2014

   Kiedy rok temu opuszczałam Maltę, obiecałam sobie, że wrócę na nią w następne wakacje. Nie mogło stać się inaczej. Lot zarezerwowaliśmy już w marcu, znajdując bardzo korzystną ofertę cenową. Zarezerwowaliśmy hotel poprzez hostel4you i pozostało nam jedynie czekać i odliczać dni do wyjazdu.

 Przyjazd.


   28 maja, tuż po godzinie 9, stawiliśmy się na krakowskim lotnisku. Średnio wyspani, ale pełni nadziei, że dzień, który się rozpoczął, będzie jednym z najlepszych dni w naszym życiu. Na strefie bezcłowej zakupiliśmy nieco alkoholu, gazet oraz wody i po godzinie czekania udaliśmy się do kolejki, by radośnie wkroczyć na podkład samolotu. Oczywiście lecieliśmy Ryanairem.








 Lądowanie było naprawdę twarde, ale kto by się tam przejmował, prawda? Najważniejsze, że byliśmy w końcu na upragnionych wakacjach. Po wyjściu z terminalu powitał nas taki widok:


   Dwadzieścia minut później załadowaliśmy się do na szczęście klimatyzowanego autobusu i udaliśmy się w stronę naszego hotelu. Rok temu mieszkaliśmy w uroczej miejscowości Bugibba, która była dość spokojną turystyczną bazą noclegową. Tym razem stwierdziliśmy, że potrzeba nam trochę życia i rozrywki, więc wybraliśmy hotel w imprezowej dzielnicy Malty - Peaceville.
   Jeżeli ktoś nie był wcześniej na Malcie, może mieć problemy ze zrozumieniem trasy autobusów. Na mapkach które dostają turyści nie ma dokładnych nazw przystanków, nie we wszystkich autobusach nazwy te się też wyświetlają za kierowcą, ogólnie to jeden wielki bałagan. Oczywiście przejechaliśmy nasz przystanek, dlatego musieliśmy się wracać (dobrze że autobusy odjeżdżają co 5-10 minut), potem godzinę szukaliśmy naszego hotelu, ale na szczęście udało się nam go znaleźć. O godzinie 17 rozpakowaliśmy walizki i zaliczyliśmy pierwszy spacer po okolicy. Wieczorem padliśmy na łóżka zmęczeni, spragnieni snu, i tutaj zonk...

W naszym hotelu byli Włosi. Dużo Włochów. Około 12 Włochów w wieku 18-25 lat, zajmujący dwa duże pokoje na tym samym piętrze. Ja nie wiem, czy oni coś ćpali, czy oni coś pili, ale nie wydaje mi się, bo mój tata mówi, że taka już włoska kultura... Wrzaski rozpoczęły się około północy i trwały do 6 rano, kiedy w końcu naprawdę zdenerwowana, wstałam z łóżka, ubrałam się i po prostu poszłam ich ochrzanić. Zrozumcie - gość leżał na łóżku i darł się jak zarzynane prosie zupełnie bez powodu, pod ich drzwiami można było po prostu ogłuchnąć.
Minę miał nietęgą kiedy mnie zobaczył, wydawało mi się, że nawet mu głupio było kiedy go ochrzaniłam, wzruszył tylko ramionami, stwierdził, że nie rozumie angielskiego ale chyba wiedział o co mi chodziło, bo nastała błoga cisza.


Mellieha Bay


Nieco niewyspani udaliśmy się na śniadanie.



 Oto przykłady śniadań. Oprócz tego można było też robić sobie grzanki, były jajecznice, omlety, kilka rodzajów szynki, sera, płatków do mleka, warzyw i owoców, jednak ja prawie codziennie jadłam to samo. Myślę że śniadania były adekwatne do ceny którą zapłaciliśmy razem z noclegiem, jestem nawet w stanie pokusić się o stwierdzenie, że były warte więcej.

Najedzenie spakowaliśmy torby i wyruszyliśmy w czterdziestominutową podróż na Mellieha Bay, największą plażę na Malcie. Skwar był niesamowity, naprawdę, wytrzymaliśmy tam bodajże dwie i pół godziny. Oto kilka zdjęć:




Coś jednak w tej plaży było nie tak, choć nie umiem dokładnie powiedzieć co. Może fakt, że była bardzo blisko drogi. Może to, że nie było tam dużych fal na które uwielbiam się rzucać. Nie wiem, w każdym razie, to była nasza jedyna przygoda z Mellieha Bay.
Powróciliśmy tym samym autobusem, tą samą czterdziestominutową trasą do hotelu. Trasa ma długość ok. 20km, ale autobus musi jechać po ostrych zboczach, wąskich drogach i zatrzymywać się na wielu przystankach, dlatego trwa to tak długo. 

Marsaxlokk

Marsaxlokk to największy port na południowej Malcie. Wybraliśmy się zobaczyć go po raz pierwszy w życiu. Po podróży do Valetty, która trwała jakieś 30 minut, przesiedliśmy się na kolejny autobus, tym razem w prawie godzinną podróż na południe.











Port był uroczy, pełny kolorowych łódek które są znakiem charakterystycznym Malty. Bardzo mi się podobał.

Sliema/St.Julians

To zdecydowanie moja ulubiona część wyspy. Miejsce, w którym mogłabym zamieszkać.













Jedliście kiedyś pizzę w McDonaldsie? Pycha!

  Niestety, ceny mieszkań są tam naprawdę wysokie, dlatego że zatoka St. Julians w sąsiedztwie Peaceville to w zasadzie serce rozrywkowe wyspy. Setki pubów, restauracji z kuchnią z całego świata, fastfoodów, miejsce przesiadki na inne autobusy, przepiękna zatoka oraz deptak, to wszystko sprawia, że ludzie chcą tam być.

Comino

Błękitna Laguna kusiła nas od pierwszego dnia, ale dopiero w sobotę, dzień przed wyjazdem zdecydowaliśmy się na nią pojechać. A w zasadzie popłynąć.











Bilet na Blue Lagoon kosztował 10 euro. W tej cenie otrzymywaliśmy popłynięcie oraz drogę powrotną, a podczas niej zwiedzanie okolicznych jaskiń, w których woda była niesamowita, choć nie tak niesamowita jak w samej zatoce, widocznej już z daleka. Podczas pobytu na Comino zaskoczyły nas dwie rzeczy. Pierwsza z nich, to ceny. Malta jest tanim krajem, ale nie spodziewaliśmy się, że na największej atrakcji turystycznej, za cudownie zbawienne zimne piwo wprost z chłodziarki wypełnionej pokruszonym lodem zapłacimy... 1 euro. Za granitę, czyli kruszony lód z sokiem owocowym, również zapłaciliśmy 1 euro. Za ciepły posiłek w postaci ogromnej tortilli z baranim mięsem - 4 euro. Uważam że to naprawdę malutko.
Druga rzecz, która mnie zaskoczyła, to fakt, że na malutką wysepkę Cominotto można było przejść morzem na piechotę. Wiele osób wpadło na ten pomysł, również i ja. Dzika przyroda którą mogłam tam podziwiać była niesamowita. No, może gdyby nie okropnie parzące meduzy na które trzeba było uważać, bo były  w s z ę d z i e.
Jest jeszcze jedna rzecz która mnie zaskoczyła, chyba najbardziej pozytywnie. Nie baliśmy się iść na godzinną wyprawę na drugą wysepkę, nie baliśmy się iść i zażywać kąpieli w chłodnej wodzie, jednocześnie zostawiając nasze rzeczy takie jak telefony komórkowe, portfele oraz aparat na naszych ręcznikach. Malta to bardzo bezpieczny kraj, dlatego ciężko tam o jakieś kradzieże i inne niecne występki.


Gozo 

Byliśmy pewni, że wizyta na Gozo zajmie nam cały dzień. Dwu i półgodzinna podróż w jedną stronę to nie byle co, uwierzcie mi. Tak czy siak, skończyło się na tym, że posiedzieliśmy przy Azurre Window jakieś 15 minut. Fale były tak ogromne, a może tak niespokojne, że naprawdę obawialiśmy się o nasze bezpieczeństwo. Nie chciałabym zostać zmyta do tej studni, więc szybko się stamtąd zwinęliśmy. Następne 3 godziny później byliśmy już w hotelu.



Dingli Cliffs

 Półtorej godziny jazdy autobusem (a wydawało się, że Malta to taki malutki kraj....) od naszego hotelu znajdowały się klify Dingli. Zaglądnęliśmy tam pewnego popołudnia. Kilkudziesięciometrowe przepaście w dół morza skutecznie pozbawiły mnie chęci podchodzenia do krawędzi.







Koty.


Kotów na Malcie jest multum. Serio. Wychodzisz z hotelu, kot. Idziesz do autobusu, kot. Idziesz na pizzę, kot. Idziesz na deptak - kilkanaście kotów. Znałam miejsce, w którym koty żyły, miały swoje domki i można było je nakarmić. Zrobiłam to dwa razy. Pewnego dnia jednak, wracając z zakupów, zgubiliśmy się (przeze mnie! :) ) i trafiliśmy w miejsce, w którym po prostu odjęło mi mowę. Trafiliśmy przed mały budynek, a pod tym blokiem, na maluteńkim ogródku, ktoś urządził kotom przytulny kącik.






Koty miały tam nawet światełka choinkowe świecące w nocy. Maskotki, pluszaki, kocie zabawki, dywan zamiast trawy oraz budki z imionami - to wszystko sprawiało, że te biedne, bezdomne zwierzaki mogły zaznać choć trochę normalności i przytulności. Następnego dnia poszłam w to miejsce zaraz po śniadaniu i udało mi się poznać kobietę, która zorganizowała to wszystko. Powiedziała, że w tym ogródku mieszka dwadzieścia trzy koty, a kawałek dalej jest ich jeszcze kilka. Miejscem, które znałam wcześniej, zajmuje się jej przyjaciółka. Pozwoliła mi nakarmić koty zakupioną przeze mnie karmą oraz trochę się ze zwierzakami pobawić. Znała historię każdego kota - np. jeden trafił na ulicę, bo właścicielka, Brytyjka, przyjechała na wakacje razem z nim i umarła. Biedny kot został na wakacjach już przez całe życie.



Uff. Ale się rozpisałam. Oprócz wyżej wymienionych miejsc byliśmy jeszcze w Valettcie, Popeye Village i kilka razy na plaży Golden Bay. Oto reszta zdjęć:









W drodze powrotnej przelatywaliśmy nad Tatrami:


Przypominam, że zeszłego roku dodałam podobny post, który możecie przeczytać tutaj.